ホーム › フォーラム › ウイニングポスト8 2016 掲示板(テスト) › The Lives of Tao (Tao, #1) by Wesley Chu – buy book • 9780857663290
このトピックには2件の返信が含まれ、1人の投稿者がいます。1 ヶ月前に liver333 さんが最後の更新を行いました。
-
投稿者投稿
-
Adam CrossThe Lives of Tao
(Tao, #1)
by Wesley Chu🔗 The Lives of Tao | CLICK HERE 🔗
- Author: Wesley Chu
- Publisher: Angry Robot
- Genres: fiction, fantasy, aliens, thriller, humor, action
- ISBN: 9780857663290 (0857663291)
- Series: Tao, #1
- Release date: April 28, 2013
- Awards: ALA Alex Award (2014), Goodreads Choice Award Nominee for Science Fiction (2013)
- Language: english
- Format: mass market paperback, 460 pages
About The Book
When out-of-shape IT technician Roen woke up and started hearing voices in his head, he naturally assumed he was losing it. He wasn’t. He now has a passenger in his brain — an ancient alien life-form called Tao, whose race crash-landed on Earth before the first fish crawled out of the oceans. Now split into two opposing factions — the peace-loving, but under-represented Prophus, and the savage, powerful Genjix — the aliens have been in a state of civil war for centuries. Both sides are searching for a way off-planet, and the Genjix will sacrifice the entire human race, if that’s what it takes. Meanwhile, Roen is having to train to be the ultimate secret agent. Like that’s going to end up well…
FB2 The Lives of Tao by Wesley Chu buy cheap on Audible. MP3 book The Lives of Tao Kindle. FictionBook ebook The Lives of Tao Wesley Chu download on Android on Booktopia.
winningpost8Together: Our Community Cookbook by Hubb Community Kitchen : 9781529102925
liver333I wtedy, zupełnie przypadkiem, natknąłem się na coś, co miało odmienić moje podejście do całej tej codzienności. W mojej głowie pojawiła się wtedy myśl, że przecież mam w telefonie tę aplikację, o której kiedyś wspominał mój kuzyn, ale nigdy nie poświęciłem jej zbyt wiele uwagi. Pomyślałem, że to dobry moment, żeby sprawdzić, o co w tym wszystkim chodzi, bo przecież nie mam nic do stracenia, a głupia nuda jest gorsza niż ryzyko. Wiedziałem, że vavada casino aplikacja jest zawsze pod ręką, kusi swoją prostotą, ale dotąd traktowałem to raczej jako ciekawostkę, niż realną opcję na spędzenie czasu. Tym razem jednak, zamiast bezmyślnie scrollować media społecznościowe, postanowiłem dać temu szansę. Otworzyłem ją i od razu poczułem ten specyficzny dreszczyk, który towarzyszy każdemu, kto stoi przed drzwiami do nieznanego. Nie miałem pojęcia, że ten wieczór będzie początkiem czegoś, co przewartościuje moje myślenie o szczęściu i przypadku.
Muszę przyznać, że początkowo podchodziłem do tego z przymrużeniem oka. Nie byłem typem hazardzisty, raczej takim bardziej racjonalnym gościem, który przed zakupem nowej kurtki sprawdza dziesięć sklepów internetowych. Jednak w tamtym momencie, w tym totalnym dołku, nawet irracjonalne działania wydawały się mieć sens. Przez pierwsze kilka minut bawiłem się tym jak nową zabawką, poznawałem interfejs, przewijałem strony i sprawdzałem, co mają do zaoferowania. I wiesz co? To było cholernie intuicyjne. Ta Vavada casino aplikacja miała w sobie coś, co sprawiało, że czułem się tam komfortowo, mimo że temat był mi obcy. Kolory, układ, szybkość działania – wszystko to sprawiało, że zapominałem o deszczu za oknem i o moich obowiązkach. Z każdą minutą wciągałem się coraz bardziej, a moja początkowa niepewność ustępowała miejsca czystej, dziecięcej ciekawości. To było jak powrót do czasów, kiedy jako mały chłopak rozpakowywałem pod choinką pierwszy w życiu komputer, nie wiedząc jeszcze, jakie możliwości przede mną otworzy.
I wtedy, po kilku próbnych, małych zakładach, które bardziej traktowałem jako test tej przygody, wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Moje serce zabiło szybciej, a palce mimowolnie zacisnęły się na telefonie. Ekran eksplodował feerią barw, a na środku pojawił się komunikat, który wprawił mnie w osłupienie. Wygrałem. I to nie jakieś grosze, ale kwotę, która przekraczała moje miesięczne wydatki na jedzenie. Pamiętam, że przez dłuższą chwilę myślałem, że to jakiś błąd w systemie albo że zaraz się obudzę w swoim fotelu i okaże się, że to tylko sen. Ale to nie był sen. To była rzeczywistość, która nagle stała się o wiele bardziej kolorowa. W mojej głowie pojawił się chaos myśli: od euforii, przez niedowierzanie, aż po mały stres, czy to na pewno jest prawdziwe. Siedziałem tak chyba z pięć minut, wpatrując się w ten ekran, a po chwili dotarło do mnie, że to jest właśnie ta iskra, której tak desperacko szukałem.
W momencie, gdy emocje nieco opadły, a ja zdążyłem już kilka razy sprawdzić stan swojego konta w aplikacji, by upewnić się, że to nie żart, poczułem wewnętrzny spokój. Nie chodziło mi tylko o te pieniądze, bo jasne, że były one ważne i rozwiązujące wiele codziennych problemów, ale o coś znacznie głębszego. Ta wygrana była dla mnie jak znak z góry, że czasem warto zaryzykować, wyjść poza utarte schematy i zrobić coś, co wydaje się być po prostu zwykłą przyjemnością. Wziąłem głęboki oddech i uśmiechnąłem się do samego siebie, bo nagle zobaczyłem, jak wiele zmieniło się w moim postrzeganiu rzeczywistości. Wiedziałem, że ten moment na zawsze pozostanie w mojej pamięci jako ten, w którym zrozumiałem, że nie muszę być tylko trybikiem w korporacyjnej maszynie. Ta Vavada casino aplikacja stała się symbolem czegoś więcej niż tylko gry – stała się symbolem wolności, spontaniczności i wiary w to, że dobre rzeczy mogą przytrafić się każdemu, nawet w najbardziej deszczowy wtorek.
Kiedy już ochłonąłem i wypiłem dwa duże kubki herbaty, żeby uspokoić drżące jeszcze dłonie, zacząłem myśleć o tym, co zrobić z tą niespodziewaną wygraną. Pierwszym, najbardziej oczywistym pomysłem było odłożenie części na czarną godzinę, bo przecież życie bywa przewrotne. Jednak reszta… cóż, reszta miała sprawić mi radość. Zdałem sobie sprawę, że od lat nie kupiłem sobie niczego naprawdę ekstra, tylko ciągle oszczędzałem na jakieś remonty, opłaty, czy tym podobne dorosłe bzdury. A tym razem postanowiłem być egoistą. Zamówiłem sobie nową, wygodną konsolę do gier, o której marzyłem od premiery, a do tego zapłaciłem za kurs nurkowania, który zawsze wydawał mi się zbyt luksusowy. I wiesz, co było najlepsze? To, że gdy wydawałem te pieniądze, nie czułem żalu ani strachu, tylko czystą radość. To było jak odkupienie wszystkich tych dni, kiedy odmawiałem sobie przyjemności. Przestałem myśleć o tym jak o hazardzie, a zacząłem myśleć o tym jak o pewnego rodzaju inwestycji w swoją głowę, w swoje dziecięce marzenia.
W kolejnych dniach moje podejście do całej sytuacji nabrało zupełnie innego wymiaru. Przestałem traktować Vavada casino aplikacja jako narzędzie do szybkiego wzbogacenia się, a zacząłem postrzegać ją jako element swojej codziennej rozrywki, która nadaje smak szarej rzeczywistości. Oczywiście, nie rzucałem się w wir grania na całego, bo nie jestem głupi i wiem, jak łatwo stracić poczucie odpowiedzialności. Ale nauczyłem się czerpać z tego przyjemność w małych dawkach. Wieczorami, po powrocie z biegania albo po przeczytaniu dobrej książki, potrafiłem otworzyć aplikację i zagrać kilka rund, traktując to jak emocjonującą przerwę. I najważniejsze – wyrobiłem sobie w głowie zasadę, która działa do dzisiaj: nigdy nie gram wtedy, kiedy czuję złość albo smutek. Moja przygoda z tą platformą nauczyła mnie słuchać siebie i wyczuwać własne granice.
Historia, którą ci opowiadam, nie jest tylko o wygranej, bo ta była przecież kwestią przypadku. Ona jest przede wszystkim o tym, jak jedno pozornie błahe wydarzenie może przestawić nasz wewnętrzny kompas. W moim przypadku ta gra stała się katalizatorem do zmian, których nie planowałem, ale które okazały się zbawienne. Zacząłem doceniać małe rzeczy, cieszyć się każdym dniem i, co najważniejsze, przestałem bać się podejmować ryzyko w życiu codziennym. Tamten deszczowy wtorek pokazał mi, że nawet w najbardziej przewidywalnej rzeczywistości może czaić się magia, a Vavada casino aplikacja była tylko narzędziem, które pomogło mi tę magię odnaleźć. Przecież gdybym wtedy nie sięgnął po telefon, nie zainstalował tego i nie dał szansy przypadkowi, do tej pory siedziałbym w tym samym fotelu, narzekając na pogodę i własną egzystencję.
Dziś, kiedy o tym myślę, czuję wdzięczność. Nie tylko za pieniądze, które pozwoliły mi spełnić kilka zachcianek, ale przede wszystkim za lekcję, jaką wyniosłem z tego doświadczenia. Zrozumiałem, że każdy z nas potrzebuje w życiu odrobiny szaleństwa, czegoś, co wyrwie go z monotonii i każe na nowo uwierzyć w cuda. Teraz, kiedy mijam w sklepie dział z elektroniką, czy kiedy planuję następny wyjazd, zawsze przypominam sobie ten moment ekscytacji. To uczucie, gdy na ekranie pojawia się wygrana, jest nie do opisania – to mieszanka zaskoczenia, radości i satysfakcji, która napędza mnie do działania w innych sferach życia. Uświadomiłem sobie, że nie chodzi o to, żeby wygrywać cały czas, bo to niemożliwe, ale o to, żeby cieszyć się procesem i każdą chwilą, która może przynieść coś pozytywnego.
Więc jeśli ktoś zapyta mnie dzisiaj, co sądzę o takiej formie spędzania czasu, odpowiem bez wahania: to świetna opcja dla ludzi, którzy potrafią zachować umiar i zdrowy rozsądek. Dla mnie to było coś w rodzaju terapii, przewietrzenie głowy i odskocznia od problemów. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że nie każdy będzie miał tyle szczęścia co ja za pierwszym razem, ale to wcale nie umniejsza wartości całego doświadczenia. Ważne, żeby podejść do tego z czystą głową i traktować jako dodatek do życia, a nie jego główny cel. Ja tak zrobiłem i dzięki temu mam masę pozytywnych wspomnień, które zostały ze mną na dłużej. Aż ciarki przechodzą, kiedy pomyślę, że to wszystko zaczęło się od zwykłego, deszczowego wtorku i garstki odwagi, by spróbować czegoś nowego.
-
投稿者投稿
